wtorek, 19 maja 2015

7.Facebook

Przespałam cały wieczór. Padłam po pracy w sekundę i obudziłam o 23. Poczułam nieodpartą chęć nadrobienia internetowych zaległości - w końcu przez najbardziej aktywną w internecie część dnia ominęło mnie na pewno coś interesującego.

Wchodzę i czytam.  Koleżanki dziecko postawiło dziś pierwsze krok. Przychodzi taki moment w życiu każdej (no prawie każdej) kobiety, że zostaje matką a wtedy jej Facebook przestaje być jej facebookiem. Zmienia się w informator pt. "Postępy mojego potomstwa". Nawet przy jej danych nie ma już jej zdjęcia. Ale jest za to zdjęcie dziecka, wyglądającego jak miliardy innych dzieci ale matka myśli, że znajomi widzą w nim to co ona. Czyt. Wszystko. 
Nie widzę nic i wyjątkowo nie klikam like żeby zrobić jej dobrze. Czasem tak robię bo mi żal matki, która siedzi i czeka aż spłynie lawina lajkow pod zdjęciem jej dziecka a tu od godziny wisi jeden - prawdopodobnie od babci. 

Przewijam dalej przekopując darmowe doładowania, fałszywe wiadomości po wejściu w które możesz w gratisie otrzymać wirusa, cytaty z wiedzy bezużytecznej, informacje o zaginionych psach na drugim końcu Polski, nowa torebka od Michaela Korsa,koleś z gry o tron i fascynacja, że śpiewa (aktorzy muszą umieć śpiewać to norma), inna koleżanka i inne zdjęcia tym razem z dzieckiem na spacerze, dziecko na huśtawce, na koniku, w wózku, radość, miłość,rodzina. 

Zaczynam się nudzić ale miało mnie coś ominąć, szukam dalej co. Kolega czuje się szczęśliwy, kolejne darmowe doładowania, ktoś polubił, że głosuje na Komorowskiego, ktoś że na Dudę,  koleżanka pije piwo, druga zrobiła nowe paznokcie po promocyjnej cenie (widać, że nie tylko cena ale i jakość promocyjna - leci pocieszajacy lajk czasu nie cofnie), znajomej dziecko skończyło 3 tyg, inna ma już gotowe zaproszenia na ślub.

Nic mnie nie ominęło. Ale straciłam pół godziny na przegląd. Nic inspirującego, jedynie jeden post na polityczny temat miał większy sens, reszta to wyrzucanie prywatności na zewnątrz i to prywatności tego typu, która interesuje samego zainteresowanego. 
Usuwalam to milion razy ale zawsze po coś nagle było potrzebne. (jak kogoś trzeba poszukać to zamiast książki telefonicznej polecam fejsa). 

poniedziałek, 18 maja 2015

6. Piętnasty pierwszy raz.

Witam ponownie po niesamowicie długim czasie.
Moje podejście można nazwać słomianym zapałem ale myślę, że to strach przed zanudzeniem społeczeństwa. Jestem typem człowieka, który jak coś robi to wymaga od efektów czegoś wyjątkowego.
Taka cywilizacyjna choroba, że wszystko chcemy by było najlepsze. Kiedy nie jestem zadowolona z bloga odstawiam go na bok. Bo ani zdjęć z wielkich podróży dni wielkich rewolucji przecież nie wrzucę. Zwyczajnie ich nie ma.

Chciałabym tu wrócić i nie doprowadzić nikogo do senności moją zwyczajnoscią inaczej będę zawiedziona a to uczucie, którego nie lubię najbardziej. Czuje się jakbym do bloga podchodziła po raz pierwszy i to fajne uczucie. Pełne niepewności ale fajne.

To co mnie pchnęło do powrotu to książka. Zgadnijcie jaka. Podejrzewam, że większość nowych blogów powstaje przez nią. Tzn. Powstaje aktualnie bo to bestseller teraźniejszy.